Ile kosztowała Twardogóra w 1743 roku?
10 września 1743 roku hrabia Heinrich Leopold von Reichenbach-Goschütz przybył do Twardogóry jako nowy właściciel. Dzień wcześniej, 9 września, w Bierutowie podpisano oficjalną umowę kupna-sprzedaży (Kaufvertrag) dawnego Festenbergu. Miasto sprzedawał książę Karl von Württemberg-Bernstadt (Karol Fryderyk Wirtemberski) syn księcia Juliusza Wirtemberskiego i Anny Zofii.
Szczegóły tej transakcji, warunki finansowe oraz pełen, oryginalny przedruk tego dokumentu można odnaleźć w dziele Urkundliche Geschichte der Grafen Reichenbach in Schlesien, którego cyfrowa wersja jest dostępna zasobach Śląskiej Biblioteki Cyfrowej. Dokument jest bardzo ciekawy, ponieważ można dowiedzieć się z niego ile kosztowało miasto, co konkretnie otrzymywał nabywca i jak w XVIII wieku wyglądał sposób zapłaty.

Cena transakcyjna została ustalona na 34 000 florenów reńskich (zwanych guldenami) oraz dodatkowe 100 złotych dukatów, wręczonych jako tzw. Schlüssel-Geld (kluczowe) – była to zwyczajowa premia za przekazanie kluczy do zamku i miasta. Floren reński (Flor. Rhn. / Rheingulden) był w tamtym okresie główną walutą rozliczeniową na Śląsku (który po wojnach śląskich w latach 1740–1742 przeszedł pod panowanie Prus, ale zachował wiele ze starego, austriacko-niemieckiego systemu monetarnego). Jak podaje sam tekst dokumentu, 1 floren reński dzielił się na 60 krajcarów (Kreuzer), a każdy krajcar na 6 halerzy (Haller). Floreny reńskie w XVIII wieku były najczęściej monetami srebrnymi ale również walutą czysto papierowo-księgową dla tak dużych transakcji. Ich wartość opierała się na określonej przepisami zawartości czystego srebra. Według ówczesnych prusko-śląskich standardów menniczych (tzw. stopy lipskiej), jeden srebrny floren zawierał około 13 gramów czystego srebra.
Z kolei dukaty (Spec. Ducaten / Speziesdukaten) były najważniejszą, międzynarodową monetą złotą w Europie. Słowo „specjalne” lub Spezies oznaczało, że transakcja musiała zostać dokonana w konkretnej, fizycznej monecie złotej o najwyższej próbie złota (około 23,5 karata), a nie w ekwiwalencie srebrnym czy papierowym. Złote dukaty były niezwykle stabilne, nie traciły na wartości i chętnie przyjmowano je na każdym europejskim dworze. Jeden złoty dukat był wart znacznie więcej niż jeden srebrny floren (zazwyczaj od 4 do 5 florenów reńskich, zależnie od wahań kursu złota do srebra). Sto dukatów stanowiło więc równowartość około 400–500 dodatkowych florenów w czystym złocie.
Gdyby hrabia Reichenbach-Goschütz musiał wyłożyć całą tę kwotę w fizycznej gotówce, na stole wyrosłyby stosy kruszcu. Biorąc pod uwagę wagę pojedynczej monety oraz niezbędne domieszki miedzi, 34 000 srebrnych florenów ważyło łącznie blisko pół tony. Hrabia jednak nie wpłacał 9 września tej kwoty. Kontrakt precyzyjnie określał warunki spłaty: kupujący przejmował na siebie znaczne długi hipoteczne Twardogóry, wynoszące łącznie 22200 florenów reńskich (z czego 10200 florenów w Królewskim Depozycie Wyższego Urzędu we Wrocławiu oraz 12000 florenów u baronowej von Palm w Wiedniu). Pozostałą część sumy, czyli 11 800 florenów, Heinrich Leopold von Reichenbach-Goschütz zobowiązał się spłacać w kwartalnych ratach po 3000 florenów wraz z sześcioprocentowymi odsetkami we Wrocławiu. Pierwsza wpłata, połączona z wręczeniem 100 złotych dukatów „pieniędzy za klucz”, miała nastąpić w nadchodzącym terminie św. Michała, który w kalendarzu chrześcijańskim i ówczesnym obrocie gospodarczym przypadał na 29 września i stanowił powszechny dzień rozliczeń finansowych, podatkowych oraz zawierania umów. Sto złotych dukatów ważyło około 350 gramów i bez trudu mieściło się w skórzanej sakiewce, którą nabywca zapewne musiał zabrać ze sobą w oznaczonym terminie do Wrocławia. Ostatnia wpłata – 2800 florenów przypadała również na św. Michała 1744 roku. Hrabia nie musiał (choć mógł) wpłacać kolejnych rat w gotówce. Powszechnie używane były wówczas asygnaty – oficjalne pisemne nakazy wypłaty oraz weksle.

Zgodnie z zapisami umowy, hrabia Heinrich Leopold za tę kwotę nabył nie tylko nieruchomości, ale całe sprawnie funkcjonujące „przedsiębiorstwo” terytorialne o sporej autonomii. Umowa wymienia, że w ręce nowego właściciela przechodziło dziedziczne miasto Twardogóra wraz z zamkiem, domami i ogrodami, siedzibą rycerską i folwarkiem oraz innymi budynkami, jakkolwiek się nazywają, tak jak to wszystko stoi i leży. Wraz z ziemią hrabia przejął licznych poddanych chłopów oraz przysługujące mu prawo do ich darmowej siły roboczej w postaci pańszczyzny (Robothen) i podwód (Fuhren). Co niezwykle istotne w ówczesnym ustroju feudalnym, kontrakt gwarantował nabywcy pełnię władzy sądowniczej – zarówno sądy wyższe (karne), jak i niższe (cywilne) – oraz wolne lenno kościelne wraz z prawem patronatu nad lokalnymi parafiami. Do dóbr twardogórskich przypisane były także zyskowne regalia i przywileje gospodarcze: wyłączne prawo do warzenia piwa i pędzenia gorzałki, dochody z karczm, wolny wyrąb lasów, prawo polowania, stawy hodowlane z rybołówstwem, a także młyny mączne, folusze i lokalna cegielnia wraz z zapasem wyprodukowanych cegieł, czynsze pieniężne, zbożowe i gruntowe, a także wszelkie inne daniny.
Na koniec wyżej wymieniony pan kupujący obiecuje z całą rzetelnością i według możliwości nakłonić dłużników do zapłaty zaległości za piwo oraz zaległych czynszów gruntowych.
Aby w pełni uzmysłowić sobie ciężar finansowy tej transakcji, warto spojrzeć na nią przez pryzmat osiemnastowiecznej codzienności. Podczas gdy hrabia wykładał dziesiątki tysięcy florenów, zwykły wyrobnik lub robotnik dniówkowy zarabiał od 6 do 12 krajcarów dziennie. Oznacza to, że na jednego srebrnego florena (równowartość 60 krajcarów) musiał pracować ponad tydzień, a rocznie wypracowywał około 50 florenów Nauczyciel miejski lub urzędnik niższego szczebla zarabiał rocznie około 60–100 florenów, natomiast oficer wojskowy bądź wyższy urzędnik państwowy mógł liczyć na gażę rzędu 400 do 800 florenów rocznie. W czasach tych bochenek chleba kosztował 1–2 krajcary, świnia około 3–5 florenów, a koń roboczy od 15 do 30 florenów.

Gdybyśmy przeliczyli wartość transakcji za pomocą wartości ludzkiej pracy – przyjmując, że ówczesny wyrobnik zarabiał odpowiednik dzisiejszej płacy minimalnej – to hrabia zapłacił za Twardogórę około 46 milionów złotych. Co ciekawe, wartość nabywcza złota i srebra spadły przez lata ogromnie, więc gdybyśmy chcieli przeliczyć wagę kruszców z tej umowy (czyli około 442 kilogramów srebra z florenów oraz 350 gramów czystego złota ze stu dukatów) na współczesne wartości giełdowe, byłoby to zaledwie około 3,5 miliona złotych za srebro oraz 180 tysięcy złotych za złoto.
Próbując dokonywać takich porównań, warto pamiętać o naturze ówczesnego bogactwa. W feudalnym świecie właściciel majątku nie kupował dóbr za oszczędności całego życia – kupował je za część swoich rocznych wpływów (hrabia Reichenbach-Goschütz mógł dokonywać wpłat kolejnych rat po sprzedaży zboża, po zakończeniu sezonu sprzedaży karpi, po zbyciu drewna z wycinki połaci lasu). Kwota, która dla zwykłego wyrobnika oznaczała 700 lat nieprzerwanej pracy, dla majętnego arystokraty była równowartością maksymalnie kilkuletnich dochodów z jego pozostałych majątków, w tym przypadku Goszcza, Nowej Wsi, Olszówki czy Bąkowa.
Czy zakup miasta był opłacalny dla hrabiego Heinricha Leopolda? Z perspektywy czasu można ocenić, że zdecydowanie tak. Choć przejął on miasto z długami i w cieniu kryzysu po wojnach śląskich, znaczące przywileje feudalne oraz zyski z pańszczyzny i podatków płaconych przez mieszczan szybko zaczęły przynosić stały, wysoki dochód. Już trzy lata później hrabia kupił Strzelce i Strzelce Kolonię, po kolejnych trzech latach Moszyce i Wesółkę. W międzyczasie korzystając z wyrobów własnej cegielni zbudował w Goszczu pierwszy pałac, oranżerię i kościół, a po pożarze w 1749 roku od razu przystąpił do odbudowy pałacu w zachowanym do dziś kształcie.
Comments