Puzzle Mona Lisa i kot Mruczek

Chciałabym pozkazać Wam puzzle, które dostarczyły mi ostatnio mnóstwo przyjemnej zabawy i stały się moim numerem jeden jeżeli chodzi o liczbę ułożeń.

Zakupiłam je w księgarni internetowej, bo... chciałam dopełnić koszyk do darmowej przesyłki. :) Brakowało 20 złotych, więc zaczęłam przeglądać puzzle i oczom mym ukazał się fantastyczny, przyjemnie trudny i całkiem zabawny obrazek czyli Mona Lisa i kot Mruczek. To oficjalna nazwa producenta. Puzzle kosztowały (w kwietniu) 22,69 zł.
Producent to Trefl – polska firma z Gdyni, która obecnie jest jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych producentów puzzli oraz gier planszowych w Polsce ale również na rynkach europejskich. Informacje na pudełku wydrukowane są w osiemnastu językach. Mam kilka układanek z Trefla i są one naprawdę dobrej jakości. "Uszka" puzzli nie są łamliwe, co myślę, że jest zasługą solidnej grubości podkładu. Ale najlepsze w Treflu jest cięcie. Miłośnikom puzzli można to dość łatwo opisać: dokładając klocek na 100% wiesz, czy pasuje, czy nie pasuje. Jest to szczególnie ważne w przypadku obrazków, gdzie pojawiają się większe plamy jednolitej barwy i układa się "na kształt".

Odkąd mam psa i kota, puzzle układam wyłącznie na stole. Dlatego zawęziłam obszar zainteresowań do dwóch liczności puzzli: 500 – małe, 1000 – duże. Mona Lisa z Mruczkiem to puzzle małe. Można je ułożyć pomiędzy obiadem a podwieczorkiem czy między podwieczorkiem a kolacją. Obrazek ma wymiary 34 x 48 centymetrów, a w klockach jest to 20 na 25. Jeżeli – tak jak ja – zaczynacie od ramki i liczycie rzeczy w życiu, to ramka składa się z 86 klocków. ;)

Sporym plusem jest też duże pudełko. Jeżeli nie macie dość miejsca na stole, żeby wysypać puzzle, albo po prostu lubicie układać z pudełka, to jest to wygodna wielkość w stosunku do liczby klocków. A! Są to moje pierwsze puzzle Trefl, które na opakowaniu mają napis "premium quality". Grubość i precyzja cięcia są moim zdaniem jak zawsze – na bardzo dobrym treflowym poziomie. W tych aspektach nie odczułam zmiany na premium. Różnicą na pewno jest duże pudełko. Zadrukowana powierzchnia klocków też wygląda bardzo solidnie, a w dotyku jest satynowo-gładka. Na opakowaniu nie ma informacji, czy jest to jakaś specjalna powłoka.

Jak idzie układanie? Zaczynam od ramki. Łatwo ustalić, gdzie góra, gdzie dół. Potem elementy charakterystyczne. Najpierw ułożyłam linię dekoltu i kontrastowe elementy krajobrazu, a potem wybierałam klocki ze skórą Mony Lisy (twarz i dekolt różnią się kolorem od dłoni) i takie z kocią sierścią. Tak jakoś wyszło, że kot ułożył się jako pierwszy. Potem twarz i części ubioru.
W następnej kolejności zabrałam się za niebo. Jest ono jednak na tyle wyróżniające się, że pewnie całkiem sporo osób zdecyduje się od niego zacząć. Potem schodziłam w dół z elementami krajobrazu. Wypatrzyłam jeszcze kilka detali sukni na ciemniejszych klockach. Na koniec zostaje 30 klocków w zasadzie czarnych, choć jakieś minimalne cętki czy kropeczki się zdarzają. Samo gęste – mój ulubiony etap układania.

Te puzzle to dla mnie totalny strzał w dziesiątkę – układałam je już co najmniej kilkanaście razy i za każdym razem sprawiają mi taką samą frajdę. Podoba mi się taka trawestacja klasyki malarstwa. Jeśli lubicie koty lub muzealne klimaty, gorąco polecam ten zestaw. A już niedługo pokażę Wam mój kolejny tegoroczny zakup – tym razem będą to puzzle liczące 1000 elementów. Choć tym razem bez kotów, to pozostaniemy w świecie wielkiej sztuki, ponieważ będzie to układanka Clementoni Museum Collection. Do zobaczenia przy kolejnym układaniu!